Afera zbożowa, afera betonowa – ile jeszcze wytrzyma Wykop?

Minęło kilka dni od rozpoczęcia sławnej już w polskim Internecie afery zbożowej. Przy tego typu sytuacjach kryzysowych już 24 godziny to wieczność. A tu w najlepsze użytkownicy paraliżują Wykop dodawaniem nowych znalezisk na określone tematy, podczas gdy administracja serwisu błądzi we mgle, popełniając błąd za błędem.

 

Krótko po opublikowaniu mojego poprzedniego tekstu na ten temat, Michał Białek – jak mniemam w imieniu całej administracji – wydał oświadczenie (w formie znaleziska co w tym wypadku chyba nie było najlepszym posunięciem):

Moja opinia dotyczaca zbozowej afery.

 Wszyscy wiemy, ze internet jest miejscem, w ktorym jak juz sie pojawi informacja, to nie ma szans by z niego zniknela.

 Podobnie jest w tym przypadku. Ania jakis czas temu popelnila kilka komentarzy i dzialan, ktorych obecnie, bedac bardziej swiadoma internetu, by zapewne nie popelnila. Miedzy innymi dlatego zanim dolaczyla do naszego zespolu postanowila usunac z portfolio „zbozowa” sesje.

 Przed Wykopowiczami nic sie jednak nie ukryje i te tematy zaczely wracac jak bumerang. Ania, jak kazdy internauta, ma pelne prawo do zglaszania tresci, ktore naruszaja jej wizerunek. Jednak z uwagi na zajmowane stanowisko, to tylko zaogniało sytuację, czego efektem jest niniejsza agro-afera.

 Dlatego zanim bedziemy ja kontynuowac, chcialbym Was poprosic, abyscie postarali sie postawic w jej sytuacji. To, ze mnie smiesza przerobki zdjec z moja podobizna wcale nie oznacza, ze inni tez musza w ten sam sposob do tego podchodzic. Zwlaszcza, ze w przypadku Ani dochodzi do o wiele wiekszego wejscia w prywatnosc.

 Z drugiej strony rozumiem Was, bo czujecie, ze niektore z banow uzytkownicy mogli otrzymac nieslusznie.

 Nie wykluczam takiej sytuacji.

 Mozliwym jest, ze z uwagi na emocjonalny charakter sprawy, nasza moderacja popelnila bledy. Jezeli tak bylo, zobowiazuje sie, ze bany zostana cofniete, a uzytkownicy w imieniu moderacji przeproszeni.

 Nie bede jednak tolerowac akcji, ktore maja na celu szykanowanie jakiegokolwiek uzytkownika – niezaleznie od funkcji.

 Zbozowa afera jest takze dobrym momentem by posluchac Waszych opinii dotyczacych rewolucji w procesie moderacji. Jakie macie konstruktywne pomysly by polepszyc caly system moderacji?

 

Teoretycznie starał się załagodzić spór – to się ceni. Zrobił to jednak bardzo nieumiejętnie. Po pierwsze: za dużo słów, które nic nie wnoszą. Od razu zarzucono Michałowi próbę uciszenia użytkowników serwisu bez konkretnych deklaracji. Po drugie: no właśnie, deklaracje. Stwierdzono, że niektóre bany mogły zostać nałożone niesłusznie, ale nie zrobiono nic w kierunku naprawienia tej sytuacji. Nadal osoby, o których przywrócenie wykopowi cze walczyli, pozostały zbanowane.

 

To działanie nic nie dało. Pytanie użytkowników o proponowane zmiany w regulaminie serwisu również, bo przecież nie w przepisie leży problem, lecz w jego nadinterpretacji przez niektórych.

Kolejny ruch administracji to już jednak nie tylko ruch niewłaściwy, lecz dobijanie gwoździa do własnej trumny. Otóż domyślnie ukryto wyświetlanie znalezisk dotyczących zboża. Część mniej aktywnych użytkowników zapewne nie zauważyła tej zmiany, jednak serwis w tym momencie musi walczyć z całych sił o porozumienie z tymi aktywnymi. A oni, rozsierdzeni tym posunięciem, zaczęli oskarżać administrację o wprowadzenie cenzury. Co może być gorszego w tej sytuacji?

 

Zboża na Wykopie jest rzeczywiście mniej. Teraz jest coraz więcej betonu oraz wątków pożegnalnych, w których zasłużeni wykopowi cze żegnają się z serwisem oraz koleżankami i kolegami.

Teoretycznie administracja może dalej ciągnąć swoją grę, ale czy ją wygra? Czy można liczyć na to, że wykopowiczom znudzi się ta zabawa? Nie sądzę.

Najwyższy czas zatrudnić porządnego market era i pogodzić się z tym, że pojawią się pewne straty. Jeśli jednak właściciel serwisu szybko się na to nie zdecyduje, niebawem może pozostać niewiele do uzdrawiania.

Podziel się:
Posted in Nowe technologie, Społeczeństwo | Tagged , , , , | Leave a comment

Afera zbożowa – co powinna zrobić administracja wykopu?

Wielu internetowych blogerów podłapało zbożowy temat, czyli sytuację niewątpliwie kryzysową na Wykopie. Można się łatwo wypromować, a opisanie krok po kroku afery to praca na góra kilkanaście minut. Sęk w tym, że te wpisy – moim skromnym zdaniem – niewiele wnoszą. Dlatego też ja nie mam zamiaru opisywać afery, bo o niej możecie przeczytać już niemal wszędzie. Dla mnie istotniejsze jest to, jak tę sytuację powinna rozwiązać administracja.

 

Często pisze się, że Wykopem rządzą użytkownicy, a nie administracja. To nie do końca prawda. Rola użytkowników w tego typu serwisach jest olbrzymia, ale jednak wiele dotychczasowych sytuacji pokazało, że ostateczny głos należy do administratorów. W tym przypadku może nie być to takie proste – jeśli chciano by zbanować biorących udział w akcji, bany poszłyby w tysiące. Na to sobie właściciel Wykopu nie może pozwolić.

Istotnym atutem administracji jest to, że co prawda wykopowicze straszą, iż odejdą gdzieś indziej, ale odchodzić wcale nie chcą. Świadczyć mogą o tym chociażby oświadczenia zbanowanych, którzy podkreślają, że się od banów odwołali lub planują odwołać. Czy jednak administracja powinna wszystkich zamieszanych w aferę (lub wszystkie ofiary afery, bo problemem było właśnie to, że ucierpiało wiele osób po prostu wykopujących dane znaleziska – czyli robiących to, do czego Wykop służy) odbanować? To byłoby wzięcie całej winy na siebie i pokazanie: „tak, to Wy tu rządzicie!”. To niebezpieczne dla każdego właściciela. Każda kolejna afera byłaby wzniecana właśnie w poczuciu, że skoro udało się wcześniej, teraz również się uda.

Można również spróbować przeczekać i liczyć na to, że wszystko rozejdzie się po kościach. To często stosowana taktyka. Tym razem jednak się nie sprawdzi. W akcji biorą udział nie tylko bezpośrednio zaangażowani, lecz również wiele przypadkowych osób, które najzwyczajniej w świecie świetnie się bawią. A wykopowicze potrafią się bawić. Być może tygodniami.

Problemem administracji jest również ranking użytkowników. Słabo by było, gdyby pierwsze miejsca okupowali w nim najaktywniej uderzający w portal. Nie wiem, czy technicznie możliwe jest wyłączenie rankingu za dane dni, ale w obecnej sytuacji to wydaje mi się najlepszym rozwiązaniem.

 

Co więc powinna zrobić administracja? Gdybym ja podejmował decyzje, przede wszystkim wydałbym oświadczenie. Nie da się rozwiązać wszystkich problemów, milcząc. Wcześniej to działało, tym razem raczej nie odniesie pożądanych skutków. Napisałbym na ich miejscu, że się pospieszyli z banami i obiecują, że wszystkie odwołania skrzętnie sprawdzą i jeśli nie doszło do manipulowania głosami, odbanują użytkowników. Ponadto bym podkreślił, że mimo całej tej afery, nadal nie będzie dopuszczane umieszczanie zdjęć administratorki, skoro sobie tego nie życzy i będzie to traktowane jako złamanie regulaminu. Ot, po prostu „zacznijmy od nowa od podania sobie ręki na zgodę”. Aż do następnej afery…

Podziel się:
Posted in Nowe technologie, Społeczeństwo | Tagged , , | Leave a comment

Jesteś regułą

Każdy z nas jest wyjątkowy. W każdym można znaleźć coś niepowtarzalnego. Każdy człowiek daje coś światu od siebie. Każdy z nas jest inny.

…i kto Wam takich głupot nagadał?

Gigi Haim – bardzo rezolutna skądinąd kobieta – przekonała się z czasem (a właściwie wraz z kolejnymi nieudanymi próbami miłosnych podbojów), że wcale nie jest wyjątkiem. Jest regułą. Kobietą jakich wiele na tym świecie. Kobietą, której zniknięcie zauważyliby co najwyżej najbliżsi najbliżsi, a reszcie byłoby to obojętne – bo takich jak Gigi jest wiele.

I to prawda. Żyjemy w przekonaniu, że tak naprawdę jesteśmy wyjątkowi, tylko ktoś jeszcze tego w nas nie odkrył. Wierzymy w to, że w każdym można znaleźć jakiś magiczny pierwiastek, który wpływa na to, że mamy do czynienia z unikalną całością. Ale może prawda jest brutalna… Może takich ludzi jak my są tysiące, miliony? Może mamy wiele zalet, ale nieprawdą jest, że są ludzie na tym świecie, którzy nie potrafiliby nas zastąpić kimkolwiek innym? Może wreszcie czas zrozumieć, że łudzenie się, iż ktoś w nas odkryje nieodkryte to strata czasu, który można by wykorzystać na – pisząc w najprostszy i najkrótszy sposób – stworzenie sobie pozytywnego dnia. Jednego, drugiego, trzeciego…

Po co się oszukujemy? I co jest złego w byciu jednym z wielu?

Podziel się:
Posted in Ciut teorii, Ogólne | Tagged , | Leave a comment

Przed nami wielka przestrzeń

Hurra, hurra, dzisiaj matura! Tak mi się podobało zdawanie matur, że przez trzy lata zdawałem. Ale już za mną – czy na szczęście?

Mamy maj, więc studenci mają na tyle daleko do sesji, by jeszcze nie panikować oraz na tyle blisko, by zacząć już porządkować ikony na pulpicie lub wypowiadać się na forach – szczególnie chętnie na temat matur.

„Ee, pójdziesz na studia, to dopiero zobaczysz. Tam każda sesja jest sto razy gorsza niż te wszystkie matury!” – w ostatnim tygodniu już trzy albo cztery razy czytałem tego typu wiadomości na forach. I z jednej strony to prawda (zależy jeszcze co kto studiuje – na naukach o rodzinie się nie przemęczy nawet najmniej zdolny student <a wiem, co mówię – wywalili mnie z tych studiów!>), lecz z drugiej – wychodząc z tego założenia, zawsze będziemy przed czymś znacznie trudniejszym, przechodzili w danej chwili przez lichy strumyk, dopiero wypatrując porywistego potoku.

Ee, test na koniec podstawówki? Żarty jakieś! W gimnazjum to dopiero hardcore!

Test gimnazjalny? Phi! W ogólniaku tak cisną, że nie ogarniasz. A matura to już masakra jest.

Matura? He, he! Zdasz (albo nie zdasz) pierwszą sesję, to pogadamy.

Sesja? Studia? Do roboty pójdziesz, to prawdziwe życie poznasz.

Chodzenie do pracy cię męczy? Na emeryturę przejdziesz, to zobaczysz, że ta praca to było wybawienie – i się potrzebny czułeś, i miałeś pieniądze na cokolwiek więcej niż tylko leki i pasztetowa.

 

Z której strony by nie spojrzeć i czego by aktualnie nie robić – zawsze górka przed nami.

A matura to rzeczywiście pikuś! Ech, czas wracać do nauki, bo sesja za pasem, a ja tu głupoty wypisuję…

Podziel się:
Posted in Edukacja | Tagged , , , | Leave a comment

„Nie mówmy już o Smoleńsku” – ale dlaczego?

Polacy są już zmęczeni ciągłym mówieniem o Smoleńsku. O zamachu, o winie polityków, o wraku, o śledztwie. Temat katastrofy sprzed trzech lat bywa stawiany w jednym rzędzie ze sprawą mamy Madzi – media oraz politycy zohydzili go kompletnie. Gdy ktoś zacznie mówić o katastrofie, od razu pojawi się grupa twierdząca: „O Boże, a ten znowu zaczyna”…

 

Spór, który toczy się o przyczyny katastrofy, nie pomaga w pamiętaniu o samym zdarzeniu. Pamiętamy – choćbyśmy nie chcieli – co powiedział Macierewicz, kogo obraził Halicki oraz w czyich objęciach znajdował się Tusk. Gdybym napisał w tym momencie, że zapominamy o ludziach, którzy tam zginęli, byłoby to w niepotrzebny sposób patetyczne. Zresztą: wcale nie zapominamy. My zapominamy o tym, że pamiętamy. Kto z nas bowiem pamięta, co robił, gdy Macierewicz przedstawiał tezy o zamachu bądź Olszewski beształ Kaczyńskiego? A kto pamięta, co robił 10 kwietnia 2010 roku rano? Ja pamiętam doskonale, co robiłem przed trzema laty, w sobotni ranek. Pamiętam też to niedowierzanie, liczne SMSy i telefony od osób, o których istnieniu zdążyłem zapomnieć – „ej, stary, włącz telewizor. Prezydent nie żyje!”, „wiesz już?”, „o kurwa, to jakiś żart!”…
Rzeczywiście trudno było uwierzyć w to, co się wtedy stało. Wydarzenia podobne do tego z 10 kwietnia znaliśmy co najwyżej z seriali (polecam ostatni odcinek polskiej „Ekipy” – http://www.youtube.com/watch?v=xYrZsJR_BQY) i traktowaliśmy jako coś nieprawdopodobnego, efekt bujnej wyobraźni scenarzystów. A jednak.
A teraz nam się mówi, że mamy nie przypominać czy wręcz nie pamiętać, bo to się robi nudne. Jeden wyjedzie z zamachem, drugi z cyniczną grą polityczną tego pierwszego, media podchwycą i dodadzą drugie tyle od siebie – a ten który pamięta i głośno o tym mówi, to niby zaognia i szuka zaczepki.
Fakty są takie, że gdy opadnie już kurz, nasze dzieciaki będą się uczyły o Janie Pawle II, Lechu Wałęsie oraz „smoleńskiej brzozie”, która była jednym z najważniejszych wydarzeń 2010 roku na świecie. Czy się to komuś podoba, czy też nie.

Podziel się:
Posted in Ogólne, Społeczeństwo | Tagged , , , | Leave a comment

Jak zostać bezrobotnym? – historia prawdziwa

Początek nietypowy, najpierw dowcip…

Siódma rano, żona serwuje urzędnikowi zestaw: śniadanie i gazetka.
Konsumują śniadanie, on czyta gazetkę, nikt się nie odzywa. Trzy godziny
później on nadal siedzi za stołem, czyta gazetkę, to się zdrzemie, to się
zbudzi, smętnie spojrzy za okno… W końcu żona pyta:
- Kochanie, a ty dzisiaj nie musisz iść do biura?
Urzędnik zrywa się jak oparzony:
- Rany Boskie, myślałem, że już tam od dawna jestem…

A teraz już historia mojego znajomego, którą postanowił opisać. Pisownia oryginalna.

 

Nękany przez matkę, w końcu się zebrałem w sobie i umówiłem się przez Internet na rejestrację jako bezrobotny. („Póki pracy nie znalazłeś, to zarejestruj się jako bezrobotny, to będziesz miał ubezpieczenie, jakby nie daj Boże coś złego Ci się stało. Ponadto słyszałam, że urząd może Ci całkiem fajną pracę załatwić.”). No więc jestem o umówionej godzinie w Urzędzie Pracy Miasta Stołecznego Warszawy, mieszczącym się przy ulicy Ciołka (z perspektywy czasu mogę wyrazić przypuszczenie, że to nie przypadek). Nie musiałem czekać w kolejce kilku godzin, jak inni, bo jestem zinternetowany (globalne pokolenie XYZWTF), a takich przyjmują bez kolejki. Przyjechałem wcześniej, więc miałem czas na wypełnienie karty rejestracyjnej. Wszystko pięknie wypełniłem, nawet zbyt pięknie. Wpisałem bowiem w doświadczeniu zawodowym mój okres pracy w niezapomnianym warszawskim klubie The Cinnamon. Pomyślałem, że jakieś doświadczenie zawodowe będzie dobrze odebrane i może dzięki temu znajdą mi lepszą pracę (nie jestem przecież absolwentem, który nigdy nie trudnił się pracą, a to już plus!). Jak się później okazało, to był błąd. Błąd krytyczny można by rzec. Wielbłąd. Lama peruwiańska. Nieświadom tego jeszcze, podchodzę do okienka z bananem na twarzy. Przekazuję Pani Urzędniczce (nr 1) wszelkie niezbędne dokumenty i czekam z nadzieją, że wszystko pójdzie dobrze. Nie poszło.
- „A świadectwo pracy z Cynamonu Pan przyniósł?”.
- „Nie przyniosłem, bo nie mam.”
– „To musi Pan je przywieźć, bo bez tego Pana nie zarejestruję”.
– „Ale jest mały problem. Cynamon już nie istnieje.”
– „To żaden problem. Niech Pan jedzie do ZUSu i stamtąd weźmie zaświadczenie o tym, że pracował Pan od tego do tego w tym Cynamonie”.
Pojechałem więc do ZUSu. Śmierdzący urząd, przeczuwałem problemy. Ale sięgnąłem po pokłady optymizmu i ponownie z uśmiechem rozjaśniam Pani Urzędniczce (nr 2) jak wygląda moja sprawa. „Ale przecież Pan był w tym czasie studentem i pracował na umowę zlecenie. Cynamon nie odprowadzał za Pana składek ubezpieczeniowych, więc u nas w bazie Pana nie ma.”. Zapisałem się więc ponownie przez Internet na rejestrację w Urzędzie Pracy na kolejny tydzień (wcześniej przez internet nie da rady). Jestem o umówionej porze i witam się z Panią Urzędniczką (nr 3) i tłumaczę o co chodzi. Pani Urzędniczka nr 3 nie wiedziała co ze mną począć, więc mnie odesłała do Pani Kierowniczki (nr 1). Pani Kierowniczka nr 1 sprawdziła w KRSie Voluminę Spółkę (Cynamon) i udało się jej uzyskać jakiś nr telefonu i adres. „Niech Pan spróbuje się z nimi skontaktować, a jak nie wyjdzie, to proszę znowu do mnie przyjechać, będziemy się zastanawiać co dalej.”.
Dzwonię więc do Cynamonu w nadziei, że mój ulubiony księgowy – Pan Marek odbierze. Niestety – nie ma takiego numeru. Pojechałem pod wskazany adres –mieści się tam jakaś nowa restauracja, w której nikt o Cynamonie i moich świadectwach pracy nie słyszał. Jadę więc do Pani Kierowniczki nr 1 w czwartek. Pani Kierowniczka nr 1 dzwoni do Pani Kierowniczki nr 2 w celu konsultacji.

- „Mamy rozwiązanie! Niech Pan zejdzie na dół, weźmie numerek i złoży u którejś z Pań Urzędniczek oświadczenie pod groźbą karną, że od tego do tego pracował Pan w Cynamonie.”
– „Ale jakie oświadczenie? Pani Urzędniczka będzie wiedziała o co chodzi?”.
– „Tak, tak. Będzie wiedziała. Zresztą niech Pan się na mnie powoła.”.
Schodzę na dół, biorę numerek – 70 osób oczekuje. Pytam się Pani Urzędniczki w Informacji (nr 4) ile mniej więcej będę czekał. „Ponad 3 godziny.” – usłyszałem. Spoglądam na zegarek – 13:30, rejestracja działa do 15, więc chyba nie zdążę. Postanawiam przyjechać nazajutrz – w piątek. Biorę numerek – 100 osób oczekuje. Godzina 11:30. Wracam do domu.
Po weekendzie przyjeżdżam do Urzędu Pracy na 9:30. 60 osób oczekuje. Czekam. Po 2,5 godzinie podchodzę do okienka i wyjaśniam Pani Urzędniczce (nr 5) jak sprawa się prezentuje. „Ale jakie oświadczenie pod groźbą karną? Pierwsze słyszę. Poza tym Pani Kierowniczki nr 1 dzisiaj nie ma w pracy i skąd ja mam pewność, że Pan z nią rzeczywiście rozmawiał?”. Pomału mnie krew zalewa. Ale pomału. Pani Urzędniczka nr 5 idzie się skonsultować z Panią Urzędniczką nr 1 (obok siedzi też Pani Urzędniczka nr 3). Ilu wspaniałych ludzi poznałem w tym urzędzie! Czuję się już jak wśród przyjaciół. Pani Urzędniczka nr 5 dowiedziawszy się, że znam jej koleżanki wyraża swoje zdziwienie tym, że tyle razy tu byłem i nic nie załatwiłem. Pomijam tą uwagę milczeniem. Pani Urzędniczka nr 1 doznała nagłego olśnienia i mówi mi, że przecież skoro ma Pan PiTy, to Urząd Skarbowy może wydać Panu zaświadczenie, że pracował Pan od tego do tego w Cynamonie.
- „Ale Panie w USie będą wiedziały o co chodzi?” – pytam.
- „Tak. Wydają te zaświadczenia od ręki. Właśnie dzisiaj była jedna Pani z podobną do Pana sprawą i odesłaliśmy ją do USu.”.
Myślę sobie – „szkoda, że za pierwszym razem nie byłaś taka mądra i mnie wysłałaś do ZUSu, a nie do USu”. Uśmiecham się i dziękuję za pomoc. Pani Urzędniczka nr 5 uśmiechając się mówi mi, że jak zdążę przed 15 załatwić sprawę z USem, to mnie zarejestruje bez kolejki. Ale musi to być dzisiaj, bo jutro jej nie ma w pracy. Patrzę na zegarek – 12:30 – no dobra, spróbujemy.
Wchodzę do USu i pytam się Pani Urzędniczki nr 6 o to jaki numerek wziąć z moją sprawą. Pani Urzędniczka nr 6 nie bardzo wie o co chodzi (ja w tym momencie wietrzę kolejne kłopoty) i mówi mi tylko „J albo K”. Biorę oba. Po 10 minutach wyświetla się mój numerek J, więc podchodzę do okienka i mówię Pani Urzędniczce nr 7 o swojej sprawie. Pani Urzędniczka nr 7 wyraża swoje ogromne zdziwienie, nigdy nie słyszała o takim zaświadczeniu. Dziwi się czemu Pani Urzędniczki nr 1, 3 i 5 w Urzędzie Pracy nie chcą mnie zarejestrować na podstawie PiTów, które mam. „Ja mogę Panu tylko wydać zaświadczenie o tym, że PiTy do nas wpłynęły, ale to Panu nic nie da, bo przecież pokazywał Pan swoje PiTy Paniom Urzędniczkom nr 1, 3, 5 w UP. O Pana pracy, czy Pan pracował, czy nie, to my jako urząd nic nie wiemy.”. Pani Urzędniczka nr 7 zaciekawiona moją sprawą konsultuje się jednak z Panią Urzędniczką nr 8. Na przemian się śmieją i dziwią o jakie zaświadczenie może chodzić. Ja też już się śmieję. Pani Urzędniczka nr 8 w końcu dochodzi do wniosku, że najlepiej będzie jak wrócę do domu i wejdę sobie w Internet. („Jest Pan przecież młody, powinien Pan wiedzieć, że w Internecie wszystko można znaleźć. Niech Pan sobie wyszuka w KRSie Pana Spółkę i znajdzie do niej jakiś namiar.”. Odpowiadam Pani Urzędniczce nr 8, że Pani Kierowniczka nr 1 szukała w KRSie informacji na temat tej spółki i dane są nieaktualne, bo byłem i sprawdzałem.

„Ale skoro spółka jest w upadłości, to przecież musi być syndyk. Syndyk musi mieć wszystkie dokumenty.”. Myślę sobie „No tak! Że też na to wcześniej nie wpadłem! Przecież to oczywiste!”. Uradowany tą wiadomością dziękuję Paniom Urzędniczkom nr 7 i 8 za pomoc i żegnam się. Moje serce się raduje, znów pojawił się banan na mej twarzy. Wychodzę z urzędu i dochodzę do wniosku, że chyba łatwiej mi będzie znaleźć pracę albo otworzyć działalność, niż zarejestrować się jako bezrobotny. Wracam do domu z przeświadczeniem, że znowu życie czegoś mnie nauczyło. Zamiast się opierdzielać i próbować się rejestrować jako bezrobotny, trzeba wziąć się do roboty! A jak mnie nikt nie będzie chciał zatrudnić, to sam się zatrudnię! A później jeszcze zatrudnię innych! I zamiast jednego więcej bezrobotnego będzie kilku (a może z czasem kilkuset!) bezrobotnych mniej! Dziękuję Paniom Urzędniczkom nr 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7 i 8 i Paniom Kierowniczkom nr 1 i 2 za uświadomienie mi tego!

Podziel się:
Posted in Społeczeństwo, Urzędnicy, Urzędy | Tagged , , , | 8 Comments

Do hymnu powstań!

Dzisiaj więcej słuchania niż czytania.

 

Mistrzostwa Świata w RFN, 1974 rok:

YouTube Preview Image

Mistrzostwa Świata w Hiszpanii, 1982 rok:

YouTube Preview Image

Mistrzostwa Świata w Korei Południowej i Japonii, 2002 rok:

YouTube Preview Image

Mistrzostwa Europy w Polsce i na Ukrainie, 2012 rok:

YouTube Preview Image
Podziel się:
Posted in Społeczeństwo | Tagged , , | Leave a comment

Globtroter Arłukowicz

Na drodze wojewódzkiej nr 144 w Zachodniopomorskiem doszło do zderzenia autokaru z ciężarówką. Na szczęście – o ile można tu mówić o szczęściu – nie ma ofiar śmiertelnych. 6 osób jest rannych. Na miejscu jest już minister Arłukowicz.

6 osób rannych – wypadek jakich wiele. Sęk w tym, że w wypadku uczestniczył autokar wycieczkowy. Autokary wycieczkowe są medialne, szczególnie po wypadkach. Dlatego też mamy już na miejscu ministra Arłukowicza. Potrzyma za rękę zdenerwowanych, odwiedzi w szpitalu rannych, powie dziennikarzom, że to bardzo przykre zdarzenie, ale akcja ratunkowa przebiegła bez zarzutu.

Dzisiaj w Zachodniopomorskiem, jutro w Świętokrzyskiem, a pojutrze jeszcze gdzieś indziej. Od wypadku do wypadku. Tym się zajmuje w naszym kraju minister zdrowia.

Dziwne, że nie ma na miejscu jeszcze ministra transportu – przecież droga zablokowana…

 

Ech, patrząc po tych wszystkich wypadkach i reakcjach polskich polityków na to (niezależnie od opcji, którą reprezentują), może by stworzyć stanowisko ministra ds. wypadków, który by Polskę objeżdżał i dodawał otuchy, wypowiadał się dla mediów spocony i zmęczony akcją ratunkową oraz – przede wszystkim, bo przecież po to tam minister – kontrolował, czy lekarz dobrze igłę wbija, a strażak teren zabezpiecza…?

 

Wpis na podobny temat: Wszyscy święci balują w Szczekocinach

Podziel się:
Posted in Bezpieczeństwo, Urzędnicy | Tagged , , , , | 1 Comment

Szanuj, portugalcu, naszom ojczyzne!

W ostatnich dniach w portugalskich brukowcach pojawiły się artykuły krytycznie podsumowujące przygotowanie Polski do organizacji Euro 2012. Portugalczykom nie podoba się w zasadzie nic. A Polakom, którzy się o tym dowiedzieli, nie podoba się postawa Portugalczyków.

Polscy internauci w zdecydowanej większości nie pozostawili suchej nitki na organizacji mistrzostw Europy. Krytykujemy niemal wszystko: to, że autostrad nie ma, że stadiony za drogie, że dworce brzydko odmalowane. Ale nam przecież więcej wolno.

Reakcja w Internecie na informację o złej prasie w Portugalii była stanowcza. Nie będzie nas przecież Portugalczyk obrażał! Tym bardziej, że przecież każdy Portugalczyk to biedak na zasiłku.

Ech, ta nasza mentalność… ;)

Podziel się:
Posted in Społeczeństwo | Tagged , , , | Leave a comment

Nowa praca Michała Tuska

30-letni Michał Tusk, syn premiera Donalda Tuska, został zatrudniony przez gdańskie lotnisko w dziale marketingu i analiz. To jeszcze nie problem…

Do niedawna Michał Tusk był dziennikarzem Gazety Wyborczej i pisał o kwestiach związanych z komunikacją, także lotniczą. Jak jednak sam podobno stwierdził, od półtora roku był namawiany przez włodarzy gdańskiego portu lotniczego do „zmiany barw”. W końcu się ugiął i zdecydował przyjąć posadę. Mówi się, że ma zarabiać około 4 tysięcy zł oraz zatrudniony został na umowę o pracę. To jeszcze nie problem…

W pierwszym lepszym urzędzie przyjmowani są stażyści. Często są to doskonale przygotowane do pracy osoby, których wiedza oraz zaangażowanie wnoszą bardzo wiele do częstokroć skostniałych biur czy wydziałów. Staż się jednak kiedyś kończy. Część musi odejść, część natomiast bierze udział w konkursach na etatowe stanowisko, które zazwyczaj stażyści wygrywają. Nie bardzo wiem po co ta fikcja, ale podkreślam jasno – nie mam nic przeciwko temu, że wygrywa stażysta, którego doświadczenie, wykształcenie i umiejętności sprawiają, że jest jednym z najlepszych kandydatów na dane stanowisko, a na pewno – co stanowi wielki atut – kandydatem już sprawdzonym.

Michał Tusk dostał pracę ot tak, bez żadnego konkursu. Na dodatek był tak świetnym kandydatem, że trzeba go było długo namawiać. Na szczęście władze lotniska były cierpliwe i w końcu się udało. I nie mam nic do tego, że zatrudniono Tuska – nie może przecież 30-letni facet pozostawać bez pracy, póki jego ojciec jest znaczącym politykiem. Ale dlaczego zostaje zatrudniony przez port lotniczy (który nie utrzymuje się przecież z tego, co sam zarobi), skoro jeszcze niedawno tematem jego pracy magisterskiej (a więc i pewnie zainteresowań) były „Dysfunkcje w przekazywaniu ról płciowych w rodzinach i jej skutki społeczne”. Bo pisał dobre teksty do lokalnego dodatku Wyborczej? Dobre sobie…

Podziel się:
Posted in Komunikacja, Urzędy | Tagged , , , | 1 Comment